Nagrywała hity z Krzysztofem Krawczykiem, a głos po prostu odmawiał jej posłuszeństwa. Edyta Bartosiewicz po raz pierwszy tak szczerze opowiedziała o tym, co naprawdę działo się z nią u szczytu sławy.

Kariera pędziła, a ona ledwo mogła śpiewać

Edyta Bartosiewicz to jeden z największych głosów polskiej muzyki lat 90. "Ostatni", "Jenny", "Skłamałam" - te piosenki grały wszędzie. Radia, nagrody, koncerty - jej kariera rozwijała się w zawrotnym tempie. Nikt z zewnątrz nie widział, że coś zaczyna się psuć.

Po kilku latach intensywnego koncertowania artystka zaczęła odczuwać skutki przemęczenia. Pojawiły się poważne problemy z głosem - takie, które praktycznie uniemożliwiały dalsze śpiewanie. Bartosiewicz zdecydowała się na przerwę. Bez fanfar, bez wielkich oświadczeń - po prostu zniknęła ze sceny.

"W 2004 roku nagrałam 'Trudno tak' z Krzysztofem Krawczykiem, a już wtedy nie mogłam śpiewać. Jak ktoś ma taką widoczną dysfunkcję, to jest łatwiej. Ktoś może ci współczuć, czuć jakąś empatię" - powiedziała w rozmowie z Katarzyną Nosowską na kanale "Bliskoznaczni".

Nie chodziło tylko o gardło

Bartosiewicz przyznała, że jej problemy miały też podłoże psychiczne - i że droga do powrotu była znacznie trudniejsza, niż mogłoby się wydawać.

"Musiałam dotrzeć do wnętrza siebie, żeby go odnaleźć. Taki autentyczny głos, nie tylko ten, którym śpiewam czy mówię, ale mój głos jako opinia, to, co sobą reprezentuję, kim jestem, jakie stanowisko zajmuję w różnych sprawach. Były takie momenty totalnego załamania, gdzie czułam, że nie poruszam się nawet o mały krok" - wyznała w tym samym wywiadzie.

Pomoc, po którą sięgnęła w 2006 roku, przyniosła skutek. Stopniowo wróciła do aktywności artystycznej - i do dziś jej piosenki odkrywają kolejne pokolenia słuchaczy.

Co czujecie, słysząc tę historię? Dajcie znać w komentarzach.