Noc przed ślubem powinna być najpiękniejszą nocą w życiu. Dla Anny Nehrebeckiej była pierwszym sygnałem alarmowym - i zignorowała go.

Miała niespełna 19 lat, gdy wychodziła za Gabriela Nehrebeckiego. Nazwisko, które nosi do dziś, pochodzi właśnie od niego - choć małżeństwo rozpadło się po pięciu latach, a ona przez dekady nie chciała o nim mówić publicznie. Teraz, w wywiadzie-rzece przeprowadzonym przez Katarzynę Ostrowską w 2025 roku, aktorka zdecydowała się powiedzieć wszystko.

Pierwsze ostrzeżenie - dzień przed ślubem

Gabriel Nehrebecki był aktorem Teatru Polskiego, starszym i bardziej doświadczonym od swojej wybranki. Poznał Annę przez wspólnego znajomego - Krzysztofa Kowalewskiego - i przez kilka tygodni konsekwentnie zabiegał o jej uwagę. Gdy wreszcie umówił się z nią na spotkanie, od razu wyznał, że myśli o małżeństwie. Wzięli ślub w październiku, gdy zaczynała drugi rok studiów w warszawskiej szkole teatralnej.

Pierwszy niepokojący sygnał pojawił się już w przeddzień ceremonii. "Nie zdawałam sobie sprawy, że ma problem. W noc przed ślubem wypił zdecydowanie za dużo" - przyznała Nehrebecka w wywiadzie-rzece.

Po ślubie zamieszkali z rodzicami Gabriela. Potem u rodziców Anny. Potem znowu u teściów - bo w starej kamienicy zawalił się sufit. Aktorka między wykładami biegała do domu gotować mężowi obiady. Odcięła się od znajomych ze szkoły. "Odizolowałam się właściwie od całego swojego towarzystwa" - mówiła.

Ojciec i brat zabrali ją stamtąd bez ostrzeżenia

Gabriel nie radził sobie z tym, że żona - wciąż studentka - dostała propozycję roli filmowej. Nie ukrywał irytacji, dochodziło do awantur. Jego problem z alkoholem narastał. Nehrebecka wróciła do rodziców, ale matka namówiła ją, by dała mężowi jeszcze jedną szansę.

"To był straszny błąd. Tego, co działo się przez kolejne kilka miesięcy, nawet nie chcę wspominać" - stwierdziła na kartach książki "Pani Anka Nehrebecka".

W końcu interweniowali ojciec i brat. "Zabrali mnie z domu tak, jak stałam. Bez ubrania. Bez niczego. Zostawiłam za sobą cały etap życia" - opowiadała aktorka.

Nazajutrz Gabriel pojawił się w jej garderobie w teatrze. Zagroziła mu krzykiem - i wyszedł. "Przez dwa lata bałam się, że spotkam go na ulicy" - przyznała.

Lata później, gdy była już żoną Iwo Byczewskiego, dowiedziała się, że Gabriel jest ciężko chory. Zdobyła dla niego trudno dostępne leki. Odwiedzić go nie chciała. "Powiedziałam do siebie: niech umiera w spokoju, nie mam do niego żalu" - wyznała.

Co do plotek o rzekomym romansie z Andrzejem Łapickim, który miał być przyczyną rozwodu - Nehrebecka ucięła temat jednym zdaniem: "Żadnego romansu nie było."

Trudno nie zapytać: ile kobiet w jej pokoleniu milczało tak samo długo i z tych samych powodów?