Andrzej Wrona skończył grać w siatkę. Wszyscy myśleli, że będzie to pełne uroczystości, rozmów, wspomnień. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna - mąż Zofii Zborowskiej dopiero teraz przyznaje, jak trudne były pierwsze dni bez piłki.

# Koniec kariery to nie fiesta

Andrzej Wrona to jeden z najpopularniejszych siatkarzy w Polsce. Para z Zofią Zborowską robi furorę na Instagramie, prowadzą "Love is Blind" na Netfliksie. Wszyscy myśleli, że jest mu łatwo. Dopiero teraz, w programie "Dzień dobry TVN", mąż aktorki zdecydował się mówić bez masek.

"Wymarzyłem to sobie tak, żeby kończyć karierę wtedy, kiedy ja o tym zdecyduję, kiedy będę chciał podjąć tę decyzję, a nie w taki sposób, że mam kontuzję, że na rynku nie ma już ofert" - powiedział Wrona. To była jego wizja. Rzeczywistość okazała się brutalna.

Samotność po ostatnim meczu

Wrona przyznał, że nikt nie wspomina o tym, jak czuje się sportowiec, gdy wszystko się kończy. "To też jest bardzo ciekawe, że sportowcom wydaje się, że ten świat będzie bardzo długo celebrował to odejście. Ja miałem ten mecz, obudziłem się rano i to był koniec. Nikt potem więcej nie dzwoni, nie pyta: 'jak się czujesz?'. Zostajesz sam z tym, że skończyłeś coś, co robiłeś przez 25 lat, co było ważne dla ludzi" - dodał były siatkarz.

To były ciężkie chwile. Wrona szukał pomocy u psycholożki Darii Abramowicz, znanej ze współpracy z tenisistką Igą Świątek. Dziś poleca to rozwiązanie każdemu sportowcowi przechodzącemu kryzysy.

Wsparcie żony zmieniło wszystko

Zofia Zborowska zaproponowała swojemu mężowi pracę z psycholożką. "To był pomysł mojej żony. Łączyliśmy się online przez 4, 5 ostatnich miesięcy mojego grania. Jakoś tak stopniowo układałem sobie w głowie ten moment zakończenia kariery" - wyjaśnił Wrona.

Teraz mąż aktorki mówi o tym otwarcie. Nie chce, żeby inni sportowcy przechodzili to sam, w ciszy, bez wsparcia. Czasami największą zawodów okazuje się nie brak triumfów na boisku, ale brak drogi, gdy trzeba odejść.