Aleksandra Sarna spędziła w "Rozmowach w toku" dziesięć lat jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych ekspertek. Telewizja jednak pilnie kontrolowała każdy szczegół jej wizerunku - od dekoltu aż po akcesoria. Pewnego dnia psycholożka przyszła do pracy w apaszce w czaszki, a efekty były dla niej zaskakujące.

Telewizja miała konkretne zasady

Aleksandra Sarna trafiła do "Rozmów w toku" właściwie przez przypadek, jako 26-letnia doktorantka. Jej promotorka zaproponowała ją do programu jako ekspertkę, a ten spontaniczny ruch zmienił całą jej karierę zawodową. Przez dekadę stała się jedną z najbardziej charakterystycznych twarzy show, choć jak sama przyznaje, jej ekranowy wygląd wcale nie był jej własnym wyborem.

W niedawnym podcaście dla Kozaczek.pl psycholożka ujawniła, że producenci programu stosowali bardzo restrykcyjne zasady dotyczące garderoby. "To, jak ja byłam ubrana, to nie była moja decyzja. To była decyzja sztabu produkującego program 'Rozmowy w toku'" - wyznała bez owijania w słowa.

Głębokie dekolty wchodziły w grę. Ale nie w tym programie

Sarna tłumaczyła, że ograniczenia wynikały z dwóch powodów - wizerunku, który chciano dla niej stworzyć, oraz technicznych możliwości sprzętu telewizyjnego tamtych lat. Od lat dziewięćdziesiątych psycholożka zawsze nosiła głębokie dekolty, ale na planie "Rozmów w toku" takie rozwiązania były absolutnie niedopuszczalne.

Problematyczne były także pewne wzory i kolory. Paski na ubraniach dawały niepożądane efekty wizualne na kamerze, a bardzo jasne elementy garderoby powodowały kolejne problemy realizacyjne. Każde wyjście od ustalonych reguł mogło skończyć się wezwaniem do szatni stacji, gdzie czekała gotowa już alternatywa.

Apaszka w czaszki kosztowała pracownika

Najbardziej szokującą historię Sarna zapamiętała sobie jednak najlepiej. Pewnego dnia przyszła do pracy w apaszce ozdobionej czaszkami - akcesorium, które diametralnie odbiegało od ustalonego dla niej wizerunku. Psycholożka stanowczo zaprzeczyła, że robiła to celowo jako bunt przeciwko produkcji.

"Nie, ja to zrobiłam po prostu. Założyłam jakiś szalik w domu wychodząc, bo stwierdziłam, że wezmę coś, co było na wieszaku" - tłumaczyła bez zbędnych upiększeń. Pracownik odpowiedzialny za nadzorowanie jej wyglądu przegapił ten szczegół, a konsekwencje były dla niego bardzo bolesne finansowo.

"Jak raz dokumentalista przegapił, że mam apaszkę w trupie czaszki, to mu polecieli po wypłacie, no bo był odpowiedzialny za pilnowanie mojego wizerunku" - wspominała z nutą współczucia dla pracownika. To pokazuje, jak poważnie producenci traktowali kontrolę nad jej publicznym wizerunkiem.

Dzisiaj Sarna prezentuje się zupełnie inaczej - bardziej naturalna, odważna w wyborach, bez sztywnych reguł narzucanych przez produkcję. Różnica jest widoczna gołym okiem, a sama psycholożka nie kryje, że cieszy się wolnością w wyborze własnego stylu, do którego zawsze dążyła.

Aleksandra Sarna fot. Instagram
Aleksandra Sarna (© Instagram)
Aleksandra Sarna fot. Instagram
© Instagram
Aleksandra Sarna, fot. Instagram
Aleksandra Sarna, (© Instagram)
Aleksandra Sarna fot. Instagram
© Instagram
Aleksandra Sarna fot. Instagram
© Instagram