PLOTUCH
21 lat temu Mandaryna padła na scenie Opery Leśnej w Sopocie. Bez odsłuchu, bez chórków, z roztrojonym sprzętem. Jury bezlitosne. Teraz artystka mówi wprost - ma dosyć roztrząsania tej sprawy.
Lato 2005 roku, Opera Leśna w Sopocie. Mandaryna (czyli Marta Wiśniewska) wkracza na scenę z piosenką "Ev'ry Night".
W najnowszym wywiadzie z Małgorzatą Rozenek-Majdan Mandaryna zmierzyła się z pytaniem - gdyby teraz spotkała tamtą dziewczynę sprzed 21 lat, co by jej poradziła?
Gdy prowadząca wróciła do hipotezy o celowym sabotażu, Mandaryna przerwała. Krótko i dobitnie: "Ja ten temat zamknęłam.
W mediach społecznościowych wybuchła dyskusja. Część kibiców Mandaryny broni jej - "21 lat i wciąż nie mogą jej dać spokoju", "To była głupia decyzja jury", "Piotr Metz powinien przeprosić".
„Miałabym jej tylko powiedzieć: zejdź ze sceny"
Pełna historia na plotuch.pl
CZYTAJ →