Andrzej Seweryn wpadł w rolę Britney Spears dosłownie z dnia na dzień. Tekst dostał kilka minut przed wejściem na scenę, nic nie wiedział o piosenkarce, a jednak - jak sam przyznaje - zrobił to, co robił przez 60 lat kariery: wszedł w postać bez pytań.

Seweryn o swojej metodzie: rola to rola, niezależnie od tego, kto to jest

Andrzej Seweryn (80 lat) w podcaście "W stylu Krychowiaka" na antenie RMF FM opowiadał o tym, jak pracuje jako aktor. Dla dyrektora Teatru Polskiego w Warszawie nie ma znaczenia, kogo ma zagrać - czy to postać historyczna, czy gwiazda pop z Hollywood.

"Dla doświadczonego aktora nie ma wielkiego znaczenia, kogo ma zagrać" - wyznał Seweryn. Przykład? Britney Spears. Miał zagrać piosenkarkę, ale zanim wszedł na scenę, dostał do ręki tłumaczenie tekstu piosenki "Toxic". To było wszystko, co miał.

"Przeczytałem tekst i poszedłem do przodu"

Seweryn nie ma złudzeń co do swojej wiedzy o "księżniczce popu". Podobno niewiele wie o Britney Spears, ale to nie stanowiło dla niego problemu. "Wszedłem w tę postać. Gdzieś ją ujrzałem, tę Britney Spears. No i przeczytałem ten tekst. To była pełna improwizacja, bo naprawdę nie miałem kiedy się do tego przygotować" - wspominał aktor.

To właśnie ta elastyczność warsztatu sprawiła, że Seweryn przez dziesięciolecia zdobywał role, które inni aktorzy mogliby odrzucić. Od "Człowieka z żelaza" po serial Netflixa "Królowa", w którym zagrał drag queen imieniem Loretta - zawsze szedł zadaniowo.

Od Spielberga do "Czasu na Show"

Seweryn to jeden z niewielu polskich aktorów, którzy pracowali u Stevena Spielberga (w "Liście Schindlera"). Był trzecim obcokrajowcem w historii, który dostał etat w prestiżowej Comédie-Française w Paryżu. Przez lata pracował na najlepszych scenach Europy.

Ale młodszemu pokoleniu przebił się dopiero dzięki "Królowej". Serial trafił na całą platformę Netflixa, a następnie Seweryn zasiada w fotelu jurora w "Czasie na Show. Drag Me Out" - obok Michała Szpaka, Mery Spolsky i Anny Muchy.

Znaczenie społeczne, które go zaskoczyło

Seweryn przyznaje, że nie spodziewał się takiego odzewu na swoją rolę Loretty. "To było dla mnie wyzwanie artystyczne, wyzwanie aktorskie. A potem zdałem sobie sprawę, że to może mieć również znaczenie społeczne" - mówił w podcaście.

Co ciekawe, ten 80-letni aktor nadal podchodzi do pracy z tym samym entuzjazmem co kiedyś - bez względu na to, czy ma tydzień na przygotowanie, czy kilka minut.