Szpagat w pierwszym odcinku, brawa na stojąco - i odpadnięcie przed finałem. Małgorzata Potocka zabrała głos i nie przebiera w słowach.
Siedemdziesiąt trzy lata, szpagat na parkiecie i... do widzenia już po pierwszym etapie. Małgorzata Potocka wzięła udział w 18. edycji "Tańca z gwiazdami" i zrobiła na widzach wrażenie - ale nie na tyle, żeby zostać dłużej w programie. Teraz aktorka mówi otwarcie, co o tym wszystkim myśli.
"Telewizja nie wykorzystała mojej obecności"
W rozmowie z serwisem Kozaczek Potocka przyznała, że start w tanecznym show był dla niej wyjątkowym przeżyciem - ale jednocześnie nie ukrywa żalu. "Cieszyłam się tym, że tam byłam, że to była fantastyczna przygoda, że spotkałam super ludzi i to trochę za krótko trwało" - powiedziała aktorka.
I tu zaczyna się prawdziwa gorzka pigułka dla producentów. Potocka uważa, że Polsat po prostu nie wiedział, co z nią zrobić. "Myślę, że telewizja w ogóle nie wykorzystała tej mojej obecności tam, bo jednak telewizję oglądają dziewczyny w moim wieku, 40-latki, a influencerzy to są ludzie, którzy siedzą w internecie, a telewizja nie tylko jest w internecie" - stwierdziła wprost w tym samym wywiadzie.
Miała inspirować kobiety. Nie dostała szansy
Aktorka liczyła na coś więcej niż tylko taniec. Chciała pokazać widzom - szczególnie kobietom w podobnym wieku - że aktywność i odwaga nie mają daty ważności. "Mogli ze mną zrobić o wiele więcej, bo jestem - może nie powiem wzorem - ale takim przykładem dla wielu kobiet, które powinny wziąć się za siebie, nie rezygnować z życia" - tłumaczyła Potocka.
Do listy straconych szans dodała jeszcze jedno zdanie, które mówi wszystko: "Masę takich kobiecych wyzwań podjęłam, które można było wykorzystać. No i to tego mi najbardziej szkoda."
Szpagat w pierwszym odcinku, energia, charyzma i 73 lata na karku - a program pożegnał ją przed finałem. Potocka nie płacze nad rozlanym mlekiem, ale jedno jest jasne: miała ochotę na więcej. Czy Polsat rzeczywiście zmarnował atut, który sam zaprosił na parkiet?




