Sześć stadionów. Jeden finał na PGE Narodowym. I bilety, które zniknęły zanim zdążyłaś dolać sobie kawy. Sanah robi w 2026 roku coś, na co polskie artystki czekały dekadami - i my, szczerze, nie wiemy co o tym myśleć.

Sześć stadionów i ani chwili oddechu

Sanah zaczęła 1 maja w Gdańsku na Polsat Plus Arenie i od tamtej pory nie zwalnia. Poznań (29 maja), Wrocław (26 czerwca), Białystok (10 lipca), Kraków (14 sierpnia) - i finał 4 września na PGE Narodowym w Warszawie. To nie jest trasa. To marsz przez całą Polskę z flagą wbitą w każde większe miasto.

Bilety na Narodowy ruszyły w przedsprzedaży dla posiadaczek karty Douglas już 15 kwietnia - i trwała ona dosłownie dwa dni, do 17 kwietnia do godziny 11:45. Otwarta sprzedaż wystartowała 17 kwietnia o 12:00. Ceny zaczynały się od 199 zł za bilet, płyta stojąca kosztowała 219 zł, a wejście Early Entrance - 319 zł. Jak na polskie realia artystki - to liczby, które robią wrażenie.

Fenomen czy bańka? Mówimy wprost

Naszym zdaniem sanah to jeden z najbardziej intrygujących i jednocześnie najbardziej ryzykownych projektów w polskiej muzyce rozrywkowej ostatnich lat. Z jednej strony: ta dziewczyna naprawdę śpiewa. Żywy głos, teatralna wrażliwość, estetyka, której nie znajdziesz u połowy polskiego mainstreamu. Rozumiemy, dlaczego stadiony się zapełniają.

Z drugiej - mamy poważne pytanie, które nikt głośno nie zadaje. Trasa stadionowa 2026 opiera się na katalogu, który fani znają na pamięć. W dostępnych informacjach o trasie nie ma ani słowa o nowej płycie, nowych singlach, żadnym nowym materiale na 2026 rok. Można sprzedawać bilet za 319 zł na koncert z piosenkami, które słuchaczka ma w głowie od trzech lat?

To działa - dopóki działa. I to nas niepokoi bardziej niż ceny biletów.

Ceny: drogo, ale uczciwie?

Nie będziemy udawać, że 199-319 zł to mało. Dla pracującej trzydziestopięciolatki z Wrocławia - bo to przecież nasza czytelniczka - to realny wydatek. Ale porównajmy: zagraniczni artyści podobnej rangi na polskich stadionach żądają dwa, trzy razy tyle. Sanah mieści się w przedziale, który można nazwać „drogim, ale możliwym".

Problem nie leży w cenie. Leży w tym, że system przedsprzedaży z kartą lojalnościową drogerii skutecznie wyeliminował część fanów, zanim otwarta sprzedaż w ogóle ruszyła. Naszym zdaniem to model, który faworyzuje konsumentki z większymi budżetami i stałymi zakupami w konkretnej sieci. Rozumiemy biznesową logikę - ale nie musimy jej lubić.

Nasze zdanie na koniec

Sanah na stadionach w 2026 to wydarzenie, które polskiej scenie muzycznej po prostu się należało. Udowadnia, że rodzima artystka może zapełnić Narodowy bez disco polo w repertuarze. To ważne.

Ale kibicujemy jej z jednym warunkiem: niech kolejnym krokiem będzie nowa muzyka. Bo stadiony wybaczają wiele - tylko nie stanie w miejscu. Co wy na to?