Edyta Górniak ma jeden z najlepszych głosów, jakie kiedykolwiek wyszły z Polski. To nie opinia - to fakt, który trudno podważyć. I właśnie dlatego to, co robi z tym głosem od kilku lat, boli podwójnie.

Trzydzieści lat i co z tego?

W 2025 roku "Dotyk" skończył trzydzieści lat i przekroczył 800 tysięcy sprzedanych egzemplarzy - status diamentowej płyty to w Polsce absolutna rzadkość. Górniak powiedziała w rozmowie z Interią, że sukces tamtej płyty był dla niej ogromną niespodzianką. Wierzymy jej. Ale jest jedno pytanie, którego nikt głośno nie zadaje: co przez te trzydzieści lat zrobiła z taką kartą startową?

Nie mamy w dostępnych źródłach ani jednej informacji o nowym albumie Górniak z lat 2020-2024. Ani jednej. Pięć lat ciszy studyjnej od artystki z diamentową płytą w szafie i głosem, który - jak słyszeliśmy na Torwarze w lutym 2025 podczas koncertu Pawbeats Orchestra - wciąż robi robotę. To nie jest normalny rytm kariery. To jest wybór.

"To nie ja" - na zawsze czy do następnego Opola?

15 czerwca 2025 roku w Opolu, podczas koncertu urodzinowego Jacka Cygana, Górniak wykonała "To nie ja" i oznajmiła, że to jej ostatnie wykonanie tego utworu na opolskiej scenie. Zaśpiewała też "Dumkę na dwa serca" z Mietkiem Szcześniakiem i podobno płakała, żegnając się z publicznością.

Szanujemy gest. Naprawdę. Ale pamiętamy też, że pożegnania w show-biznesie mają krótką datę ważności. Nie twierdzimy, że Górniak zmieni zdanie - mówimy tylko, że w tej branży "ostatni raz" bywa pojęciem elastycznym. Czas pokaże.

Co nas bardziej niepokoi: żegnanie się z przebojem zamiast zastąpienia go nowym. To jakby Mick Jagger ogłosił, że nie zaśpiewa już "Satisfaction" - i nie miał nic w zamian.

Pojedyncze produkcje zamiast albumu. Serio?

Górniak powiedziała mediom wprost: nie myśli o nagrywaniu nowego albumu, chce skupiać się na pojedynczych produkcjach. Rozumiemy logikę streamingową - single żyją dłużej niż płyty, algorytmy lubią regularność. Ale Górniak nie jest artystką singlową z natury. Ona jest artystką albumową, z głosem stworzonym do dużych narracji, do spójnych projektów.

Jeden koncert tu, jeden tam - Polsat Hit Festiwal w maju, "Symfonia Miłosierdzia" TVP w kwietniu, gościnne wejście na Torwarze. To piękne momenty. Ale to nie jest kariera na miarę głosu, który ma. To jest kariera na miarę komfortu, który wybrała.

Naszym zdaniem

Nie piszemy tego złośliwie. Piszemy to, bo Górniak zasługuje na więcej niż nostalgiczne trasy i opolskie pożegnania. Zasługuje na to, żeby w 2026 roku ktoś mógł powiedzieć: "słyszałeś jej nową płytę?"

Na razie nie może.

I to jest, naszym zdaniem, największa strata polskiej muzyki rozrywkowej ostatnich pięciu lat. Nie żadna wpadka, nie żaden skandal. Po prostu głos, który milczy, gdy mógłby śpiewać.

Co wy na to? Czekalibyście na nowy album Górniak czy wolicie ją taką - rzadką i ikoniczną?