Norbi żenił się trzy razy. Pierwsze dwa małżeństwa skończyły się rozstaniem, ale artysta nie żałuje - mówi, że każde go uczyło. Dziś, u boku projektantki Marzeny Chełmińskiej od ponad dziesięciu lat, ma jasny pogląd na to, co trzyma związek w kupie.
Trzecie małżeństwo, pierwsza rzeczywistość
Norbi (Norbert Dudziuk) nie ukrywa, że droga do szczęścia prowadziła przez rozczarowania. Jego pierwsze żony - tajemnicza Julia i Marlena Jagłowska - były rozdziałami, które musiały się zamknąć. Ale zamiast gorzknąć, artysta wyciągnął wnioski.
"Jesteśmy po przejściach - to jest moja trzecia żona, wydaje mi się jednak, że lata, lata, dojrzałość, to jest taki podstawowy czynnik, że jesteśmy razem i zostaniemy do końca naszych dni" - mówił w rozmowie z ShowNewsem o swoim małżeństwie z Marzeną Chełmińską.
Wokalista podkreśla, że poprzednie relacje nauczyły go pokory i wyrozumiałości. Dziś wie, że do problemów trzeba podchodzić ze spokojem, a nie wybuchać.
Kłótnie o błahostki? Nie dla niej
Norbi ujawnił też, co jego zdaniem rujnuje większość związków. Otóż to, co dla faceta to drobiazg, dla kobiety może być światem. I przeciwnie.
"Dla mnie jak dla faceta są to błahostki, dla was, dla kobiet, są to ważne sprawy" - stwierdził szczerze. Artysta przyznaje, że nienawidzi się kłócić. Zwykle to on wyciąga rękę pierwszym, a nawet jeśli wewnętrznie nie zgadza się z żoną, przytakuje, by tylko uniknąć awantury.
"Marzenka kłóci się ze mną, a ja udaję, że wszystko jest okej, trochę wchodzę w zwarcie i staram się wyciszyć sytuację. Jestem tym, który wyciąga rękę, ona mówi, że 'nie, to ja wyciągam pierwszą rękę'. Mówię: 'niech ci będzie, wyciągasz pierwsza', ale nienawidzę się kłócić, nie cierpię tego" - opowiadał.
Zaraz po trzecim ślubie jego przesłanie jasne: kompromis wygrywa. Nawet jeśli czasem trzeba udać, że się zgadzasz.
Co dalej dla Norbiego?
Wokalista nie zwalnia tempa. Już w ostatnią sobotę sierpnia (30.08) pojawi się na scenie Magicznego Zakończenia Wakacji w Kielcach, gdzie zaśpiewa obok Dody, Macieja Maleńczuka, Ani Karwan i Dawida Kwiatkowskiego. Forma, której zazdrościć by można - a życie osobiste wreszcie stabilne.
Co na to fani? Myślisz, że kompromis kosztem siebie to droga do szczęścia, czy czasem trzeba się postawić?




