Ola Nowak i Maciej Mazurek zorganizowali ślub, który trafił na łamy New York Post - ale nie dlatego, że był piękny. Dlatego, że pan młody zjechał na linie za 24 000 dolarów, a zagraniczni internauci uznali całość za kolejny przykład "cringe wedding" z Europy Wschodniej.
Ironia jest prosta: można wydać fortunę na efekt specjalny, a i tak najbardziej spektakularny show zrobi bezpłatny dziennikarz z Nowego Jorku.
24 tysiące dolarów. Za co dokładnie?
Żeby było jasne - nie za całe wesele. Za samą linę. Za ten jeden moment, gdy pan młody szybuje nad głowami gości i ląduje przy ołtarzu jak bohater kina akcji, który właśnie spóźnił się na własny ślub. Reszta ceremonii, suknia, catering, kwiatki, fotograf, kapela - to osobna historia i osobny rachunek.
Dla porównania: przeciętne polskie wesele kosztuje dziś od 50 do 80 tysięcy złotych. Czyli za sam ten zjazd na linie Mazurek wyłożył równowartość sporego kawałka całej imprezy przeciętnej polskiej pary. Albo - jak liczymy po kursie - mniej więcej tyle, ile wynosi roczna rata kredytu hipotecznego w mniejszym polskim mieście.
Efekt? Zagraniczni internauci nie byli zachwyceni. Byli zdumieni. I to zdumienie szybko przerodziło się w kpinę. Pod artykułem New York Post posypały się komentarze, w których Europę Wschodnią traktuje się jak egzotyczną destynację weselnych wyborów rodem z reality TV.
Polska para, amerykańska sława - o co chodzi z tym New York Post?
New York Post to nie jest portal, który na co dzień śledzi polskie wesela. To jeden z najstarszych i najbardziej poczytnych tabloidów w Stanach Zjednoczonych - czyta go kilka milionów ludzi dziennie. Trafić na jego łamy to marzenie każdego PR-owca. Ola i Maciej trafili tam za darmo, bez agencji, bez kampanii, bez zaproszenia. Wystarczyła lina.
I tu właśnie leży sedno całego żartu, który internet przerabia już od kilku dni. Można zatrudnić najlepszego wedding plannera, zamówić tort od mistrza cukiernictwa i wynająć zamek we Włoszech - a i tak jedynym momentem, o którym napisze zagraniczna prasa, będzie ten jeden zjazd. Trwający może trzydzieści sekund. Kosztujący tyle, co używany samochód.
Plotuch nie ocenia. Plotuch tylko liczy.
Plotuch nie ocenia wyborów weselnych. Serio. Każdy wydaje swoje pieniądze jak chce, a wesele to jeden dzień w życiu - niech będzie spektakularny. Ale Plotuch tylko zauważa, że za 24 tysiące dolarów można by zjechać na linie z Nowego Jorku do Warszawy i z powrotem - i nikt by o tym nie napisał. Albo urządzić wesele dla trzydziestu osób w Toskanii. Albo po prostu kupić bardzo, bardzo dobry samochód.
Ola i Maciej dostali jednak coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze: viralowy moment, który obiegł świat. I to jest chyba najlepsza puenta tego wesela.
👉 Więcej na nypost.com



