600 kalorii dziennie. Dla zdrowia. Lodówka mówi: jakie zdrowie, jakie zdrowie.

Karolina Szostak schudła ponad 30 kilogramów i wciąż opowiada o swojej diecie z dumą. Tyle że 600 kalorii dziennie to mniej niż zje przeciętny jogurt z granolą i poczucie winy po nim.

Najśmieszniejsze? Uzasadnienie: robimy to dla zdrowia. Lodówka bez komentarza. Dietetyk z drżącą ręką. Polska babcia w szoku, bo to mniej niż jej porcja zupy na przywitanie.

Mem jest fair, bo Szostak naprawdę schudła i naprawdę jest z siebie dumna. Ale 600 kalorii to nie dieta, to harmonogram pracy na kolei. Kontrast między hasłem "dla zdrowia" a liczbą, która lekarzy przyprawia o ból głowy, to klasyczny polski absurd z życia wzięty.

Skąd w ogóle ta liczba?

Karolina Szostak przez lata była twarzą zdrowego stylu życia w telewizji - dziennikarka, prowadząca, kobieta z pasją do gotowania. Jej metamorfoza zrobiła furorę, bo efekty były widoczne gołym okiem. Problem w tym, że kiedy pada konkretna liczba - 600 kalorii - entuzjazm fanów miesza się z niepokojem specjalistów. Dla porównania: dorosła kobieta przy siedzącym trybie życia potrzebuje minimum 1200-1400 kalorii, żeby organizm w ogóle chciał normalnie funkcjonować. Poniżej tej granicy zaczyna się tryb oszczędzania energii, wypadanie włosów i permanentne myślenie o chlebie. Każdy, kto kiedykolwiek próbował "jeść zdrowo", zna to uczucie doskonale.

Internet reaguje tak, jak można było się spodziewać

Mem rozszedł się po polskim internecie w tempie, które samo w sobie jest komentarzem. Fani Szostak bronią jej wytrwałości i determinacji - i mają rację, bo zmiana nawyków żywieniowych to naprawdę ciężka robota. Ale druga strona sieci pyta wprost: czy to na pewno jest zdrowe? Czy powinniśmy to normalizować? Dietetycy od lat biją na alarm, że celebryckie diety z konkretnymi, ekstremalnie niskimi liczbami robią więcej złego niż dobrego - bo fani biorą je dosłownie.

I tu właśnie tkwi sedno mema. Nie chodzi o Szostak jako osobę. Chodzi o ten typowo polski mechanizm: robimy coś radykalnego, nazywamy to "zdrowiem" i patrzymy, jak lodówka milczy z wyrzutem. Lodówka zawsze wie.

Co z tym fantem zrobić?

Nic. Śmiać się, bo inaczej będziemy płakać nad własnym talerzem sałaty. Szostak osiągnęła swój cel i chwała jej za konsekwencję. Ale jeśli ktokolwiek czyta ten mem i myśli "to może ja też spróbuję 600 kalorii" - proszę, zadzwoń najpierw do dietetyka. Albo chociaż zapytaj lodówki. Ona i tak powie prawdę.

Więcej szczegółów o diecie Szostak znajdziecie w oryginalnym materiale na Plotek.pl.