Teatr Imienia Jana Klaty znalazł rozwiązanie. Zaledwie miesiąc po śmierci Jana Frycza scenę w 'Orestei' przejmie Mariusz Bonaszewski - aktor znany z roli profesora Sarapaty w 'Na dobre i na złe'. Premiera odbędzie się 10 października bez opóźnień.
Pilne poszukiwania zastępstwa
Jan Klata musiał działać błyskawicznie. Po śmierci Jana Frycza 15 sierpnia teatr stanął przed ogromnym wyzwaniem - aktor miał grać w sztuce, która wchodziła na plan zaledwie 10 dni po jego odejściu. Premiery "Orestei" zaplanowanej na 10 października nie można było przesunąć, a zmiany w obsadzie trzeba było wprowadzić natychmiast.
Dyrektor teatru w rozmowie z "Super Expressem" wspominał, że Frycz "do końca pracował, był z pasją na próbach, miał mnóstwo pomysłów". Aktor przychodził na wszystkie próby, choć przez lata zmagał się z problemami zdrowotniymi - o których jednak publicznie nie mówił. Przygotowywał się nie tylko do "Orestei", ale też do kilku innych projektów na jesień.
W dzień pogrzebu Jana Frycza wyemitowano ostatnią produkcję Teatru Telewizji z jego udziałem - spektakl, który nakręcono wcześniej. To była jego ostatnia rola. Tymczasem sprzedaż biletów do "Orestei" została wstrzymana, a widzowie czekali na informacje, co dalej ze spektaklem.
Mariusz Bonaszewski gościnnie na scenie
Mariusz Bonaszewski przejmie rolę chóru w miejsce Jana Frycza. 62-letni aktor na co dzień pracuje w Teatrze Nowym, ale pojawi się w "Orestei" gościnnie - specjalnie dla tego projektu. Dla widzów telewizyjnych Bonaszewski to przede wszystkim profesor Jan Sarapata z "Na dobre i na złe", ale jego kariera to znacznie więcej - zagrał też w "Przyjaciółkach", "Lipowie" czy "Szadzi".
Jan Klata dopiął swego. Premiera "Orestei" odbędzie się zgodnie z planem 10 października. W międzyczasie - 3 września - wznowiono sprzedaż biletów. Fani teatru mogą więc liczyć na to, że spektakl będzie można obejrzeć bez przesunięć, a sztuka w reżyserii Luka Percevala doczeka się publiczności.
Jan Frycz pracował do samego końca swojej kariery. Nawet w ostatnich latach, kiedy jego zdrowie się pogarszało, nie chciał rezygnować ze sceny. Jego zaangażowanie i pasja do zawodu aktorskiego pozostały niezmienne do samego końca. Teraz teatr znalazł sposób, by jego dziedzictwo mogło być kontynuowane.




