Barbara Kurdej-Szatan nie ukrywa - małżeństwo z aktorem to logistyka jak w wojsku. Ona na scenie, on w teatrze, dzieci czekają w domu. W rozmowie z Plejadą aktorka przyznała, jak trudno im się w ogóle zobaczyć.

Przytuliliśmy się i oparliśmy o ramiona

Barbara Kurdej-Szatan otworzyła się na temat rzeczywistości małżeństwa z Rafałem Szatanem. Oboje pracują zawodowo jako aktorzy - ona, on, obaj w filmach, telewizji i teatrze. To oznacza jeden problem: nigdy nie ma czasu dla siebie. "Łapiemy takie minutki, kiedy się widzimy w domu" - wyznała aktorka w rozmowie z Plejadą. Opisała scenę z wczoraj: Rafał wrócił zmęczony z próby do premiery (emocjonalnie wyczerpującej), ona też miała gorszy dzień. "Mieliśmy taki moment, że po prostu się przytuliliśmy do siebie i tak staliśmy i oparliśmy się o swoje ramiona, jakbyśmy mieli się teraz osunąć, ale to nam dużo dało" - wspominała. To nie jest rozmantycznienie - to przetrwanie. Para zna realia: gdy jeden ma spektakle wyjazdowe, drugi siedzi z dziećmi. Tydzień temu Barbara miała wolne, Rafał pracował weekend. W tym tygodniu odwrotnie - ona pojechała, on został. Ronda się kręcą.

Organizacja to wszystko, co ich trzyma

Kurdej-Szatan przyznaje wprost: "Musimy łapać takie małe chwile, bo nie mamy ich rzeczywiście dużo". Ale czy to jest kryzysu? Nie. To jest rozumienie. "Dzielimy się, jeżeli chodzi o opiekę. Jakoś tak nam się to układa, że dajemy radę organizacyjnie. To kwestia organizacji. Rozumiemy się i to jest ważne" - podsumowała aktorka. Rafał Szatan niedługo zmieni grafik - przestanie jeździć na wyjazdowe spektakle, będzie częściej w Warszawie. Barbara nie zdradzała szczegółów - jej mąż sam o tym opowie. Ale przesłanie jest jasne: małżeństwo dwóch aktorów to nie bajka z kolorowych magazynów. To przytulenie przy zmęczeniu, to zrozumienie grafiku, to minutki zamiast godzin. I to im wystarczy.