Blond włosy z siwizną, naturalna twarz, zero gwiazdorstwa - tak dziś wygląda Debbie Rowe, kobieta, która urodziła Michaelowi Jacksonowi dwoje dzieci i wybrała życie jak najdalej od fleszy.
Paparazzi przyłapali ją w Palmdale w Kalifornii. Debbie Rowe, 67-latka i była żona Króla Popu, spaceruje po mieście jak każda inna kobieta w jej wieku - bez ochroniarzy, bez stylisty, bez potrzeby bycia rozpoznaną. Według mediów, które opublikowały zdjęcia, jest dziś "niemal nie do poznania".
Od gabinetu dermatologa do ślubu z Jacksonem
Debbie Rowe poznała Michaela Jacksona w latach 80., gdy pracowała jako pielęgniarka u jego dermatologa, doktora Arnolda Kleina. Relacja między nimi zacieśniła się po rozstaniu artysty z Lisą Marie Presley. W 1996 roku para wzięła ślub w Australii. Rok później urodził się Prince, a w 1998 roku - Paris. Rozwód sfinalizowano w 2000 roku. Rowe przekazała Jacksonowi pełną opiekę nad dziećmi i praktycznie zniknęła z życia publicznego.
Przez lata media nie dawały jej spokoju. Tabloidy spekulowały o biologicznym pochodzeniu Prince'a i Paris - jasna karnacja i niebieskie oczy obojga dzieci regularnie podsycały teorie, że Jackson podobno nie był ich biologicznym ojcem. Sam artysta konsekwentnie zaprzeczał tym doniesieniom. Rowe milczała.
Rak, córka i życie z dala od Jacksonów
W ostatnich latach Debbie Rowe walczyła z rakiem piersi. Choroba miała - według doniesień mediów - zbliżyć ją do córki. Paris Jackson w 2021 roku mówiła w programie "Red Table Talk", że relacja z matką jest dziś bardziej przyjacielska niż rodzicielska. "To po prostu fajne mieć ją jako przyjaciółkę" - mówiła Paris, dodając, że odkrywanie wspólnych cech sprawia jej wiele radości.
Teraz, kilkanaście lat po śmierci Jacksona, Rowe wychodzi po zakupy w Palmdale i nie ogląda się za siebie. Szczuplejsza niż dawniej, z naturalną twarzą, bez śladu czerwonych dywanów. Świadomie wybrała ciszę - i jak na razie nikt jej tej ciszy nie odbierze.
Czy Paris i Prince w ogóle tęsknią za matką w swoim życiu? Sądząc po słowach córki - ta relacja odbudowuje się powoli, po cichu. Dokładnie tak, jak Debbie Rowe lubi.



